Obóz szkoleniowy Grecja 1999

Fragmenty kroniki obozowej:

9 czerwca 1999

O godz. 7:15 wyruszyliśmy w naszą długą trasę z Placu Manifestacji w Płocku, by już o godz. 14:47 przekraczać granicę polsko-czeską. Godzinę wcześniej wszyscy posililiśmy się w zajeździe "Frybud". Jedni jedli rybę, inni kotleta, a jeszcze inni skorzystali z pobliskiego kantoru wymiany walut. Najpopularniejsze były liry. Każdy bowiem pamiętał, że nasze turystyczne plany obejmują również Wenecję. (…) Dzięki szybkiej, ale bezpiecznej jeździe naszych profesjonalistów za kierownicą już o godz. 18:40 przekraczaliśmy granicę Chralovice-Haugsdorf. Jazda (…) po austriackich autostradach podobała się wszystkim, tym bardziej, że widoki były urozmaicane pędzącymi kabrioletami. (…) Późnym wieczorem zaczęliśmy sposobić się do snu. Nikt nie zauważył, kiedy minęliśmy granicę austriacko-włoską.

10 czerwca 1999

Poranek we Włoszech powitał nas ku naszemu zdziwieniu lekkim zachmurzeniem. Jak zbawienie przyjliśmy półtoragodzinny postój połączony z toaletą poranną. Przed południem jechaliśmy już do pierwszego z celów naszej wycieczki - San Marino, po drodze mijając port wenecki. (…) Zabawiliśmy tam niespełna trzy godziny. Zdziwiła nas znajomość polskiego u tutejszych właścicieli sklepów, w których ceny byt wygórowane - ot, korzyści z turystów. Ostatni fragment naszej drogi na lądzie to przejazd do Ancony, gdzie zaokrętowaliśmy na prom "Ikarus" MINOAN LINES. Na promie przyszedł czas na odkrywanie licznych atrakcji. Klimatyzowana sala, basen, kawiarnia, dyskoteka. Po kilkugodzinnym odpoczynku i zapoznaniem się z otoczeniem przyszedł czas pierwszej prezentacji na morzu. Niespodziewany koncert bez rozśpiewania i po męczącej podróży wypadł dobrze. Jako nagrodę za śpiew kapitan zafundował nam pysznego drinka (bezalkoholowego). (…) Następnie wszyscy dali się ponieść dyskotekowym rytmom. Na odzew ze strony greckiej części pasażerów nie trzeba było czekać długo. Najwytrwalsi z chórzystów bawili się do świtu.

11 czerwca 1999

Pierwszą podczas wycieczki szansę na normalny nocleg nie wszyscy wykorzystali należycie. Było to widoczne, gdy wsiadaliśmy do autokaru (już w Grecji) po podróży "IKARUSEM". Wtedy mało kto zdawał sobie sprawę, jak trudna czeka nas droga, by dostać się do KALAMBAKI. Ponad cztery godziny jazdy górskimi serpentynami bez wahania można nazwać najtrudniejszym przejazdem naszej wycieczki. Ale nagroda była warta trudów. Meteory - wiszące klasztory na zboczach gór prawie 2000 m.n.p.m. Mieliśmy szczęście wejść do jednego z nich (….) Dalsza podróż urozmaicona była postojem obok wąwozu w Termopilach, gdzie w V w. p.n.e. rozegrała się słynna bitwa między Grekami i Persami. Po dojechaniu do Aten zakwaterowano nas w hotelu "Epidarros" w Atenach. O godz. 19:00 - pierwsza styczność z grecką kuchnią. PYSZNE! Wreszcie możliwość kąpieli i dobrego snu.

12 czerwca 1999

Chwilkę po skromnym śniadaniu mały objazd autokarem po Atenach w towarzystwie naszej przewodniczki - jednej z trzech osób posiadających w Grecji licencję na oprowadzanie polskich wycieczek. Zwiedzaliśmy starożytny stadion olimpijski, wzgórze Akropolu, Teatr Dionizosa, Świątynię Zeusa. Pod wzgórzem Akropolu daliśmy próbkę swoich wokalnych umiejętności. (…) Potem zatrzymaliśmy się przed parlamentem, gdzie obejrzeliśmy uroczystą zmianę warty. (…) Następnie kilka chwil czasu wolnego. Większość skorzystała z możliwości zakupów na egzotycznym targu owocowym, wśród ciągłych pokrzykiwań handlarzy. Po powrocie do hotelu - kąpiel, chwila odpoczynku i przygotowania do koncertu. O 21:00 byliśmy już w kościele polskim, gdzie śpiewaliśmy dla Polonii. Koncert był udany, a atmosfera sympatyczna. Zostaliśmy ciepło przyjęci przez rodaków. Szczególną radość sprawiliśmy księdzu Jurkowi, od którego otrzymaliśmy zaproszenie do ponownego przyjazdu.

13 czerwca 1999

W tym dniu zaplanowane było zwiedzanie DELF. Niestety z powodu wyborów do Parlamentu Europejskiego obiekty muzealne były niedostępne dla turystów. Dlatego też mogliśmy bliżej poznać stolicę Grecji. Weszliśmy na wzgórze LIKAVITOS - najlepszy punkt widokowy Aten. (…) Mieliśmy też okazję uczestniczyć w nabożeństwie w prawosławnej cerkwi ateńskiej. Atmosfera tego zgromadzenia jest zupełnie odmienna od mszy rzymskokatolickiej. (…) Zdążyliśmy jeszcze pojechać do portu Pireus, gdzie przekonaliśmy się o umiejętnościach naszych kierowców i doświadczyliśmy dość osobliwego podejścia Greków do przepisów ruchu drogowego. (…)

14 czerwca 1999

Po śniadaniu wyjechaliśmy z Aten w kierunku Peloponezu. W drodze nad upragnione przez wszystkich morze zatrzymaliśmy się przy Kanale Koryckim łączącym Morze Jońskie z Morzem Egejskim. (…) Jednym z ważnych punktów naszej eskapady był też antyczny teatr Epidarros liczący 2500 lat. Wrażenia akustyczne jakich doświadczyły nasze chóralne uszy zapamiętamy na pewno. Zobaczyliśmy również znane z mitów Agros i Mykeny, ruiny twierdzy mykeńskiej (…) Szczególnie utkwił nam w pamięci grób Agamemnona. (…) Nie sposób opisać naszej radości, gdy po kilku godzinach podróżnych niedogodności wreszcie mogliśmy doświadczyć kąpieli w ciepłym Morzu Jońskim. Poczuliśmy się naprawdę wakacyjnie po zakwaterowaniu w drewnianych domkach blisko plaży. Wieczorem dyskoteka.

15 czerwca 1999

Ranek powitaliśmy na plaży korzystając z kąpieli, a po skromnym obiedzie udaliśmy się w dalszą drogę. Jednak chwile spędzone w czystych wodach Morza Jońskiego są niezapomniane. Zatrzymaliśmy się jeszcze nad morzem, gdzie posililiśmy się typowo greckim jedzeniem (…) . Niewątpliwie najatrakcyjniejszym punktem programu był wyjazd kolejką do Kalaurity. Ten górski rejon słynny jest walk greckiego ruchu oporu z niemieckim okupantem podczas II wojny światowej. (…) Niestety były to już jedne z ostatnich godzin spędzonych na greckiej ziemi. Wieczorem byliśmy już w Patrze, gdzie zaokrętowaliśmy się na prom. Czekała nas długa podróż przez Adriatyk.

16 czerwca 1999

Niemal cały dzień spędziliśmy na opalaniu i kąpieli w pokładowym basenie. Wszyscy doświadczyliśmy słodkiego lenistwa. (…) Na koniec dnia daliśmy koncert dla międzynarodowej publiczności - pasażerów promu Striiutzis Lines. Po występie, w zależności od nastrojów jedni wybrali dyskotekę, inni odpoczywali na pokładzie.

17 czerwca 1999

Obudziliśmy się już u włoskich wybrzeży, a około 10:00 byliśmy w Wenecji. Choć nie zabawiliśmy się długo zdążyliśmy zwiedzić najważniejsze: Plac Świętego Marka i Bazylikę (…) . W bazylice św. Marka udało nam się zaśpiewać "Gloria Patri". Fajne wrażenia pozostawiła podróż taksówko-motorówką. Późnym popołudniem skierowaliśmy się w stronę granicy z Austrią.

18 czerwca 1999

Ranek obudził nas zimnem na granicy czesko-polskiej. Im bliżej domu, tym z większym żalem myśleliśmy o zostawionej Grecji, gdzie upały, ciepłe morze i mnóstwo do zwiedzania. Jedno jest pewne. Każdy będzie chciał tam wrócić. Najlepiej w tym samym gronie .

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License