Obóz szkoleniowy Krym 2004

Fragmenty kroniki obozowej:

DZIEŃ I:

Wyjazd rozpoczęliśmy o godz. 5:30 rano (…) . Po trzygodzinnym postoju na granicy w autobusach było parno niczym w saunie. Jednak "graniczne przejścia" nikogo nie zniechęciły. Podróż trwała dalej w bardzo miłej atmosferze. Kiedy dojechaliśmy już do hotelu była północ. Na miejscu zaskoczył nas wystrój pokoi, które zdawały się być niczym wyjęte ze starych rosyjskich filmów (…) .

DZIEŃ II:

(…) Gdy już ruszyliśmy w drogę, dotarły do nas smutne wieści. Okazało się, że w naszym pensjonacie w Simejz przebywa dowództwo wojskowe i w związku z tym zostaliśmy zmuszeni do odbycia kilku noclegów w innej miejscowości. (…) Za oknem rozpościerał się dość monotonny krajobraz - płaskie równiny pokryte łanami zbóż, oraz bezkresne stepy - to nimi zachwycał się nasz wieszcz Adam Mickiewicz. Wielu osobom przed oczami stanęły również sceny z "Ogniem i Mieczem", którego akcja rozgrywa się właśnie w takiej scenerii. Po drodze minęliśmy też urzekające rozlewisko Dniepru. (…) W pensjonacie zaskoczyły nas "dość" spartańskie warunki :) . Wszyscy udali się na oblężenie łazienek, co wywołało falę niezadowolenia wśród obsługi hotelu.

DZIEŃ III:

(…) Wizję kilku dni w przypadkowym pensjonacie osłodził widok za oknem - Morze Czarne. Okazało się, że znajduje się ono kilkadziesiąt metrów od pensjonatu. (…) Po posiłku i krótkim odpoczynku czekało nas wyjście na plażę, na które reakcja była jak najbardziej pozytywna. Przy okazji mieliśmy okazję zapoznać się z meduzami, co jednak takiej radości już nie wywołało. Obiad, sjesta, pierwsza próba - ćwiczenia emisyjne z panią Anią, a także nowa piosenka, oczywiście w języku ukraińskim, zapisana cyrylicą…

DZIEŃ IV:

Kolejnego dnia po śniadaniu nasze autokary dojechały do Eupatoriji. Jest to małe miasteczko na północy Krymu, które zostało założone 500 lat p.n.e. przez Greków. (…) W roli tłumacza "wykorzystaliśmy" panią pedagog Marię Sieczkowską, bez której zbawiennej pomocy nie udałoby się nam nic zrozumieć. Następnie przeszliśmy przez miejscowe sanatorium (…) . Niedaleko stały figury pogańskich bożków, które potraciły głowy w okresie szerzącego się chrześcijaństwa (…) . Po krótkiej regeneracji ruszyliśmy na zwiedzanie meczetu i cerkwi. (…) Wieczorem spędziliśmy miło czas przy ognisku na plaży. Pod gwieździstym niebem śpiewaliśmy znane piosenki, śmieliśmy się, a na koniec pan Sławek upiekł dla nas ziemniaczki w żarze ogniska :) .

DZIEŃ V:

((…) Po kolacji pan Gałczyński przypomniał nam, że wieczorem nasz pobyt uprzyjemni wyjście na dyskotekę. Dostaliśmy sporo czasu na przygotowanie się do niej. (Dziewczyny już od rana robiły się na bóstwo). O 21 liczną grupą ruszyliśmy na parkiet. Tutejsza muzyka nie do końca odpowiadała naszym gustom, ale DJ'e, okazali wyrozumiałość i zgodnie z naszą prośbą włączyli Panjabi MC. (…)

DZIEŃ VI:

Dzień, kiedy nareszcie mieliśmy dotrzeć do Simejz. W trakcie podróży mieliśmy możliwość oglądania Jeziora Saki i miasta Saki. W miejscowości Bachczysaraj zwiedziliśmy pałac chiński. Widzieliśmy ogrody chana, fontanny, meczet i harem, a także pokoje mieszkalne z pięknie zdobionymi sufitami. (…) Ku naszemu zaskoczeniu mieliśmy czas wolny. Niestety, nie wszyscy zdążyli zjeść obiad i mieli smutne minki (…) . Po przyjeździe do Simejz (…) nasze bagaże zostały przywiezione samochodami - co było dla nas miłym zaskoczeniem.

DZIEŃ VII:

Dzisiaj część chórzystów przebudziło dosyć niecodzienne zdarzenie. Z samego rana do ich pokojów wchodził człowiek i dobierał się do żyrandola. Wyjaśniał, że eto wsjo maja rabota. Z niewyjaśnionych dotąd powodów złote żyrandole trzeba było wymienić na srebrne. Jedna z hipotez mówi, że złotego żyrandola potrzebowała generalicja, inna, że obawiano się, iż Polacy połaszczą się na złote żyrandole. Pan elektryk (jak się dowiedzieliśmy) (…) pracował przez pewien czas w Krakowie, Poznaniu i w Warszawie, a potem osiedlił się na Krymie. Za to wszystkich poranek przywitał suszą w toaletach. Musieliśmy ścierpieć brak wody, aż do czasu śniadania. (…) Na śniadaniu szczególną popularnością cieszyła się prawdziwa, normalna, nieprzesłodzona herbata. Po raz pierwszy od początku obozu pogoda nie sprzyjała kąpieli i opaleniu. Było to pociechą dla tych, którzy spalili się na słońcu kilka dni wcześniej.

DZIEŃ VIII:

Na śniadaniu "cyganki" rozdały cukierki, które zostały zakupione za pieniądze z haraczu. Po śniadaniu udaliśmy się prosto do autokarów. Rozpoczęliśmy wycieczkę do Jaskółczego Gniazda i Riwadiji. (…) Później trzeba było odwiedzić wszystkie Anny i złożyć im imieninowe życzenia :) .

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License